Kochani, ¶mieræ ojca wytworzy³a sytuacjê, której nie potrafiê zaakceptowaæ i w zwi±zku z tym, nie potrafiê te¿ o niczym innym my¶leæ. A poniewa¿ s± to bardzo intymne sprawy nie tylko moje, wiêc nie nadaj± siê do publicznego zwierzania siê z nich. Milknê wiêc na czas nieokre¶lony, a ¿yczliwe osoby proszê o dobre my¶li.
Podobno wypita czara goryczy czêsto idzie na zdrowie. Cholerny los przystawi³ mi j± do ust i tak ¿³opiê ju¿ od dosyæ dawna. No nie, ¿eby tak bez przerwy to i nic innego. Ale jednak jest,zawsze. I lekka dekoncentracja, drobna nieuwaga hartu ducha, niekontrolowane skojarzenie, a ju¿ mam nastêpny haust w gêbie. I nic ju¿ nie mo¿na zrobiæ. Nie mo¿na rozmawiaæ, nie mo¿na powiedzieæ, to mnie boli, nie mo¿na powiedzieæ, tego chcê od Ciebie, nie mo¿na mieæ pretensji, ¿e mi tego nie da³e¶, ¿e zaniedba³e¶, ¿e zale¿a³o mi, ¿e czujê siê skrzywdzona. Nic ju¿ nie mo¿na. Nie mo¿na mieæ nadziei, ¿e mo¿e co¶ by¶ jednak naprawi³, za³ata³, zrozumia³. To nie tylko Twoja wina, mo¿e chcia³e¶ przekroczyæ tê barierê konwenansu, a ja nie potrafi³am Ci pomóc, mo¿e tak bardzo ba³am siê, ¿e znowu mnie co¶ bêdzie bola³o, ¿e unika³am rozmów o tym, o czym nale¿a³o porozmawiaæ. Teraz ju¿ za pó¼no - odchodzisz tam, sk±d ju¿ siê nie wraca.Czara goryczy mo¿e i czêsto idzie na zdrowie. Ale nie zawsze. Akurat ta jest trucizn±. A dla mnie nastêpna lekcja - choæby nie wiem jak bola³o, nie odk³adaj na pó¼niej - bo mo¿e tego pó¼niej ju¿ nie byæ.
To w³a¶nie tego wieczoru, gdy mróz l¶ni, jak gwiazda na dworze, przy sto³ach s± miejsca dla obcych, bo nikt byæ samotny nie mo¿e.
To w³a¶nie tego wieczoru, gdy wiatr zimny ¶niegiem dmucha, w serca z³amane i smutne po cichu wstêpuje otucha.
To w³a¶nie tego wieczoru z³o ze wstydu umiera, widz±c, jak silna i piêkna jest Mi³o¶æ, gdy piê¶ci rozwiera.
To w³a¶nie tego wieczoru, od bardzo wielu wieków, pod dachem tkliwej kolêdy Bóg rodzi siê w cz³owieku.
Przy wigilijnym stole ³ami±c op³atek ¶wiêty, pomnijcie, ¿e dzieñ ten radosny w mi³o¶ci jest poczêty... L. Krzemieniecka
Mo¿e to nie jest najwybitniejszy wiersz o Bo¿ym Narodzeniu, ale tak ³adnie oddaje przepiêkn± naiwno¶æ i czysto¶æ tego wieczoru. Wszystkim, którzy tu zagl±daj± ¿yczê w³a¶nie takiego ¶wi±tecznego nastroju, kiedy pod choink± znajdujemy nie tylko prezenty, ale te czyste i niewinne zachwyty, wra¿liwo¶æ, rado¶æ. ¯yczê, by spe³ni³o siê w Waszym ¿yciu ca³e dobro. By spotka³o Was i by przez Was spotyka³o innych. Wszystkiego najlepszego!
Czytam "Politykê". Dosyæ regularnie. W ostatnim ¶wi±tecznym numerze znalaz³am tekst pod tytu³em "Mê¿czyzna idealny (w oczach kobiet)". Fajnie - pomy¶la³am sobie - mamy temat na rozmówkê na najbli¿sz± godzinê wychowawcz±. Przeczytamy artyku³, w którym na pewno bêdzie napisane, ¿e ten idea³ musi byæ opiekuñczy, m±dry, kulturalny (tu oczywi¶cie komentarz, ¿e nie wypada z b³êdami tych listów choæby elektronicznych pisaæ, jak±¶ ksi±¿kê trzeba od czasu do czasu przeczytaæ, nie omijaæ szerokim ³ukiem kin i teatrów, na dyskotece ¶wiat siê nie koñczy itd, itp, takie pedagogiczne glêdzenie, które ka¿dy z Was zna). Kupi³am tê "Politykê" w drodze do szko³y i jako¶ nie zapali³ mi ostrzegawczego ¶wiate³ka ten nawias w tytule. A powinien! Ale Bóg czuwa³. W pokoju nauczycielskim by³o pusto, do dzwonka chwila, wiêc zerknê³am na ten artyku³. I co siê okaza³o? Idealny mê¿czyzna przede wszystkim musi byæ zadbany, proporcjonalnie zbudowany, umiê¶niony, modnie ubrany, ogolony i opalony. Idea³ musi byæ zamo¿ny, a wiêkszo¶æ swoich dochodów powinien wydawaæ na swoj± kobietê. Powinien byæ najlepiej biznesmenem, ale znajdowaæ czas na prace domowe, resztê czasu idea³ spêdza przed telewizorem, pij±c wódkê z kolegami (umiarkowanie). Prawdziwy mê¿czyzna nie czyta, nie chodzi do kina, ani do teatru. Szerokim ³ukiem omija wystawy i koncerty. No i idealny mê¿czyzna nie mo¿e byæ za m±dry. Kobiety mówi³y, ¿e kojarzy siê im to z kujonem, oderwaniem od ¿ycia, ¿e ci±g³e zastanawianie siê nad czym¶ i my¶lenie jest nienormalne, za m±dry facet jest nudny. A co z uczciwo¶ci± idea³u? Idealnie jest, je¶li jej nie ma, bo przecie¿, jak ju¿ idea³ prowadzi tê firmê (przypominam - jest biznesmenem), to musi oszukiwaæ klientów i pracowników, ¿eby wyj¶æ na swoje, je¶li ma jaki¶ okre¶lony cel, to musi k³amaæ, ¿eby go osi±gn±æ. Artyku³ nie sta³ siê zacz±tkiem dyskusji. Moi uczniowie, nie byliby w stanie podej¶æ do niego krytycznie. Znale¼liby tylko potwierdzenie swoich wyobra¿eñ o ¿yciu. A ja jaka¶ chyba ma³o kobieca jestem, bo mnie ten idealny mê¿czyzna wcale by nie poci±ga³.
Gdzie¶ tam we mnie siedzi potwór. Ja - osoba zdyscyplinowana, obowi±zkowa, pe³nych dobrych chêci - powiadam sobie "A teraz zabierzemy siê, kochanie, za ¶wi±teczne porz±dki". Tak do siebie przemawiam, ¶wiêcie wierz±c, ¿e je¶li zaakceptujê siebie, to ³atwiej mi bêdzie zaakceptowaæ ró¿ne rzeczy na tym ¶wiecie na przyk³ad mycie lodówki. "Na pocz±tek we¼my siê za tê lodówkê, bo to, jak wiadomo, praca niespecjalnie przyjemna, ale szybciutko j± zrobimy i bêdziemy mia³y z g³owy". Tak przemawiam s³odko i zachêcaj±co do siebie i siedz±cego we mnie potwora, maj±c nadziejê, ¿e nie bêdzie mi utrudnia³ ¿ycia zmniejszaniem motywacji do roboty. Nic z tego, bowiem potwór powiedzia³ "bleeeee" i na dodatek potwornie siê wykrzywi³. "Nie damy siê potworowi" powiedzia³am do siebie i wszystkich pozytywno¶ci, które chyba akurat we mnie drzema³y i dzielnie otworzy³am drzwiczki lodówki. Potwór zerkn±³ do niej krzywym okiem i próbowa³ swoich sztuczek "Nie za wcze¶nie siê do tego bierzesz?, do ¶wi±t tu naro¶nie znowu kupka podeschniêtych serów, prawie pustych pojemniczków po czym¶ tam, napoczêtych past i bo ja wiem czego". Nie da³am siê! Miska z wod± ju¿ jest, wystawiamy wszystko! Potwora a¿ skrêci³o, ale wobec mojego uporu by³ bezsilny. "Fuj" mrukn±³ tylko na lekko o¶liz³± wêdlinkê, "paskudztwo" na resztki makrelki wêdzonej, prawie do koñca obskubanej przez mê¿a i pozostawionej na talerzyku. Naprycha³ siê, zobaczywszy resztkê d¿emu i s³oik z majonezem z lekka podejrzanej ¶wie¿o¶ci. "No widzisz, potrzebne to by³o" próbujê zatriumfowaæ nad potworem. "Spokojnie poczeka³oby jeszcze parê dni". "Ale od czego¶ trzeba zacz±æ" t³umaczê. No dobra, mimo narzekañ, jêczenia, skoñczy³am. "Teraz ju¿ bêdzie lepiej - mówiê do potwora - porz±dkowanie szafek nie wzbudza³o w tobie zwykle takiej niechêci". "Nie za du¿o ode mnie wymagasz?, tak jednego dnia?, nie mo¿esz tego dawkowaæ subtelniej?, daj mi czas na rozkrêcenie siê!!" Widzê, ¿e nie ¿arty, leniwy potwór rozszala³ siê na dobre. "Koniec tego! Szied¼ cicho!" warknê³am potworowi wewnêtrznie i zabra³am siê za machanie ¶cierkami. Tak zasta³ mnie m±¿. Rzuci³ kontrolnie okiem w moj± stronê i spyta³ "Co¶ ty taka z³a?". "Id¼, nie krêæ mi siê tu" powiedzia³am z lekka podniesionym g³osem. No bo jak mu powiedzieæ, ¿e nie jestem takim ¶wiêtym monolitem, za jakiego powinien mnie uwa¿aæ?
Zdajê sobie sprawê, ¿e notkê zatytu³owa³am w sposób makabryczny, co mo¿e co wra¿liwsze dusze zniechêciæ do czytania tej¿e. Ale na wstêpie spieszê donie¶æ, ¿e ca³o¶æ bêdzie mia³a wyd¼wiêk optymistyczny, choæ niekoniecznie dla mnie. A by³o to tak. Kiedy moje ukochane dziecko dowiedzia³o siê o akcji Biblioteki Uniwersyteckiej pod tytu³em "Przygarnij ksi±¿kê" pomy¶la³o sobie, ¿e jest to doskona³y pomys³, aby zrobiæ rodzicielce prezent ze smutnej bardzo okazji dopisania sobie kolejnego roku w rubryce pod tytu³em wiek. Rodzicielka czyli ja, dos³ownie zwariowa³a z rado¶ci i przez ca³e dwa dni chodzi³a rozmy¶laj±c, jak to bêdzie grzeba³a w¶ród stosów ksi±¿ek. Pomys³ bowiem by³ pro¶ciutki. BUW udostêpnia³ kilka sal, w których mia³y byæ wy³o¿one ksi±¿ki, których kto¶ chcia³ siê pozbyæ, a nie bardzo wiedzia³, jak to zrobiæ, bo przecie¿ nie wyrzuci ich na ¶mietnik. Kto chce, mo¿e zap³aciæ 30 z³ za wej¶ciówkê i zabraæ tyle ksi±¿ek, ile zechce. Akcja ma trwaæ do ¶wi±t. Pojecha³y¶my wiêc do BUWu trzeciego dnia trwania akcji. Dopytuj±c siê przeró¿nych osób (bo drogowskazów ¿adnych nie by³o), dotar³y¶my do katakumb czyli podziemi i stanê³y¶my przed ogromn± klepsydr± z napisem "Cmentarzysko ksi±¿ek". Drzwi za klepsydr± by³y zamkniête. Pracuj±cy za nimi panowie poinformowali nas, ¿e wszystkie ksi±¿ki zosta³y ju¿ przez chêtnych przygarniête. Teraz trwa rozpakowywanie nastêpnej partii i panowie zaprosili nas grzecznie na poniedzia³ek. Cmentarzysko okaza³o siê dla ksi±¿ek tylko wrotami do nowego po¿ytecznego ¿ycia. A powodzenie akcji dowodzi wydatnie, ¿e ksi±¿ka jeszcze nie umar³a, a jej kondycja jest zadziwiaj±co dobra. Tylko ja nie pobrodzê sobie po tym ksi±¿kowym Sezamie, bo na nastêpn± wyprawê do Warszawy nie mam niestety czasu.
Zauroczy³ mnie pomys³, na który wpad³y w³adze £odzi o nazwie Biblioteka 5 in Lodz. Do kilku tysiêcy znanych ludzi w Polsce i na ¶wiecie wys³ano listy z pro¶b±, by przekazali piêæ ksi±¿ek, które odegra³y istotn± rolê w ich ¿yciu. I nie maj± byæ to ksi±¿ki dopiero co kupione w ksiêgarni, ale takie zaczytane, mo¿e z notatkami, czy podkre¶leniami. Nosz±ce na sobie piêtno w³a¶ciciela. Ten zbiór ksi±¿ek nie mia³by byæ typow± bibliotek±. Ka¿da z ksi±¿ek zamkniêta by³aby w przezroczystym pude³ku i zaopatrzona w karteczkê z danymi w³a¶ciciela. A ca³o¶æ przypomina³aby artystyczn± instalacjê. Dlaczego mnie ten pomys³ zauroczy³? Ano dlatego, ¿e kto¶ siê do instytucji ksi±¿ki odniós³ z nale¿ytym szacunkiem. Kto¶ chce pokazaæ, ¿e pe³ni³a istotn± rolê w ¿yciu osób, które szanujemy. Kto¶ chce pokazaæ, ¿e nale¿y dbaæ o godno¶æ ksi±¿ki, która zwyk³ym przedmiotem nie jest. Jest czy¶ takim, jak chleb, którego nie wypada marnotrawiæ, czy wyrzucaæ. Jest symbolem pewnych warto¶ci i dlatego brak szacunku okazywany jej, jest brakim szacunku dla tych warto¶ci. A jak wygl±da publiczny ¿ywot ksi±¿ki w prowincjonalnym miasteczku? Wejd¿my do ksiêgarni. Rozbudowany dzia³ z zabawkami, artyku³ami papierniczymi. Po drugiej stroni pó³ka z ksi±¿kami. Niestety prawie same podrêczniki i ksi±¿ki, które ja nazywam oko³oszkolnymi. Z boku jedna pó³eczka z ca³± reszt± ksi±¿ek. A wiêc przepisy kulinarne, poradniki, trochê ksi±¿ek dla dzieci i m³odzie¿y, parê tytu³ow modnych w tej chwili babskiej literatury i od czasu do czasu co¶ innego. Czy w³a¶cicielka ksiêgarni jest osob± nie nadaj±c± siê do niczego? Ale¿ sk±d!! Ona tylko musi w swoim interesie wyj¶æ na swoje. Czyli na pó³kach s± tylko takie ksi±¿ki, które maj± szannsê znale¼æ nabywców. Wejd¼my w takim razie do gminnej biblioteki. Có¿ widzimy? Wytarte linoleum, pó³ki pamiêtaj±ce dobre lata gomó³kowskie, ksi±¿ki ob³o¿one w szary najtañszy papier. W centralnym punkcie maleñka pó³eczka z napisem "Nowosci". i na niej z roku na rok coraz krótszy rz±dek ksi±¿ek. Czêsto s³ychaæ, ¿e ksi±¿ka jako przedmiot koñczy swój ¿ywot. Ale nawet je¶li tak jest, to powinna go koñczyæ w sposób godny, otoczona szacunkiem i uwag±. I dlatego cieszê siê, ¿ê oprócz biedniusieñkiej biblioteki, w której stare ksi±¿ki odziane w szare papierowe sukienki przypominaj± mi spracowane chabety, których w³a¶ciciel siê bez sentymentu pozbêdzie, kiedy ju¿ nie bêd± mog³y pracowaæ (czyli odda na makulaturê), powstanie instytucja uosabiaj±ca szacunek nale¿ny ksi±¿ce. Bo ksi±¿ka nie jest tylko zwyk³ym przedmiotem. Ona ma swoj± godno¶æ, któr± trzeba szanowaæ.
O czym¿e dumaæ w ¦wiêto Ñiepodleg³o¶ci? Oczywi¶cie o wolno¶ci - najlepiej mojej osobistej. Postanowi³am uczciæ je zamanifestowaniem, ¿e jestem kobiet± woln± i niezale¿n±. Manifestowanie mia³o polegaæ po pierwsze na tym, ¿e do po³udnia pozwalam sobie na czytanie w ³ó¿ku ksi±¿eczki (Karol Bunsch o Kazimierzu Odnowicielu). No i owego po pierwsze nie uda³o mi siê zrealizowaæ, nic nie mówi±c ju¿ o reszcie planów (które i tak mia³y bardzo mglist± postaæ). By³a godzina dobrze po ósmej (a wiêc do po³udnia jeszcze bardzo daleko), kiedy stanowczym krokiem wesz³a do mojej sypialni ukochana Gajeñka i powiedzia³a tonem nie znosz±cym sprzeciwu "miau". Poczucie obowi±zku natychmiast wykopa³o mnie z pieleszy i pogna³am daæ kotu je¶æ. Przy okazji poczêstowa³am te¿ ¶niadankiem psa, bo m±¿ sobie sam wzi±³, co widaæ by³o wyra¼nie, wiêc mimochodem odstawi³am ma³e sprz±tanko w kuchni. Jak ju¿ tam by³am, to zniewolona odwiecznym przyzwyczajeniem, zabralam siê za obiadek. Jako¶ w miêdzyczasie poczucie odpowiedzialno¶ci gna³o mnie w ró¿ne miejsca, kaza³o sprawdziæ klasówki, obejrzeæ repertuar teatrów, by co¶ zaproponowaæ moim uczniom itd. I widaæ by³o wczoraj wyra¼nie, ¿e moja wolno¶æ na pewno nie polega na tym, ¿e mogê robiæ, co chcê. Choæ wcale nie wiem, czy by³abym szczê¶liwa bez tych moich rozlicznych powinno¶ci. Za to wiem, ¿e do szczê¶cia potrzebne mi jest poczucie bycia potrzebn±. Trzeba by siê zastanowiæ tylko, co w moim wypadku to s³owo wolno¶æ znaczy.
Co by tu nie mówiæ o powo³aniu, szacunku do ucznia, traktowaniu go podmiotowo (oj, jak ja nie lubiê tego napuszonego, naukowego terminu oznaczaj±cego po prostu zwyk³e ludzkie traktowanie siê na wzajem), to prawda jest taka, ¿e nauczyciele z uczniami i uczniowie z nauczycielami wiod± odwieczn± wojnê. Nauczyciel twierdzi - nie bez racji, ¿e m³ode umys³y trzeba umeblowaæ wiadomo¶ciami potrzebnymi, ideami piêknymi i im wiêcej ich jest, tym lepiej. Uczniowie za¶ broni± siê (niestety coraz skuteczniej), w my¶l has³a takich tuzów naszej kultury, jak Kazimierz Grzesiuk, ¿e od nauki to tylko zwaryjowaæ mo¿na. Walka ta przebiega na ró¿nych p³aszczyznach i z wykorzystaniem niezwykle ró¿norodnego uzbrojenia. Podstaw± uzbrojenia jest oczywi¶cie internet, bez którego uczniom trudno jest sobie wyobraziæ odparcie takiego ataku nauczycielskiego, jak proste domowe wypracowanie. Nauczyciele dzielnie odpowiadaj± sprawdzaniem w tym¿e internecie, czy pracowicie napisane wypracowanie nie ma przypadkiem swojego odpowiednika na której¶ z powszechnie znanych stron, opatrzonych przewrotnie has³ami, ¿e wszelkie prawa s± zastrze¿one. Mówiê przewrotnie, bo nikt o zdrowych zmys³ach nie chcia³by siê podpisaæ swoim imieniem i nazwiskiem pod pracami tam publikowanymi. Niestety, a¿ dwóch moich uczniów to zrobi³o, mimo tego, ¿e wiedz±, ¿e te¿ potrafiê tam zajrzeæ i oceniam to bardzo negatywnie. Widaæ przy zdrowych zmys³ach nie s±. Dzi¶ tak¿e szpera³am po znakomitych stronach www.sciaga.pl i innych w poszukiwaniu streszczenia "Kordiana" Juliusza S³owackiego. I przyznam siê, ¿e czujê siê mocno zniesmaczona. Takie strony to oszustwo podwójne. Po pierwsze najczê¶ciej wykorzystywane s± przez tych, którym nie chce siê samodzielnie przeczytaæ utworu. Po drugie skrótowo¶æ zabija tam sens. Niektóre akty dramatu streszczone s± w DWÓCH ZDANIACH. £atwo sobie wyobraziæ, co z tego zostanie w g³owie ucznia. Wiêc je¶li kto¶ my¶li, ¿e za pomoc± takiego streszczenie zdo³a wmówiæ nauczycielowi, i¿ przeczyta³ lekturê, to sam zosta³ oszukany przez autorów takich stron. Internet jest jak miecz w tej wojnie, bo kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Obawiam siê, ¿e tak bêdzie jutro po kartkóweczce ze znajomo¶ci tre¶ci "Kordiana".