RSS
sobota, 23 stycznia 2010
Kochani
Kochani, śmierć ojca wytworzyła sytuację, której nie potrafię zaakceptować i w związku z tym, nie potrafię też o niczym innym myśleć. A ponieważ są to bardzo intymne sprawy nie tylko moje, więc nie nadają się do publicznego zwierzania się z nich. Milknę więc na czas nieokreślony, a życzliwe osoby proszę o dobre myśli.
20:52, baba1955
Link Komentarze (8) »
piątek, 01 stycznia 2010
Tata
Ten zapis jest tylko dla mojej pamięci, nie komentujcie go, proszę. 29 grudnia 2009 roku zmarł mój ojciec.
16:51, baba1955
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Czara
Podobno wypita czara goryczy często idzie na zdrowie. Cholerny los przystawił mi ją do ust i tak żłopię już od dosyć dawna. No nie, żeby tak bez przerwy to i nic innego. Ale jednak jest,zawsze. I lekka dekoncentracja, drobna nieuwaga hartu ducha, niekontrolowane skojarzenie, a już mam następny haust w gębie. I nic już nie można zrobić. Nie można rozmawiać, nie można powiedzieć, to mnie boli, nie można powiedzieć, tego chcę od Ciebie, nie można mieć pretensji, że mi tego nie dałeś, że zaniedbałeś, że zależało mi, że czuję się skrzywdzona. Nic już nie można. Nie można mieć nadziei, że może coś byś jednak naprawił, załatał, zrozumiał. To nie tylko Twoja wina, może chciałeś przekroczyć tę barierę konwenansu, a ja nie potrafiłam Ci pomóc, może tak bardzo bałam się, że znowu mnie coś będzie bolało, że unikałam rozmów o tym, o czym należało porozmawiać. Teraz już za późno - odchodzisz tam, skąd już się nie wraca.Czara goryczy może i często idzie na zdrowie. Ale nie zawsze. Akurat ta jest trucizną. A dla mnie następna lekcja - choćby nie wiem jak bolało, nie odkładaj na później - bo może tego później już nie być.
22:52, baba1955
Link Komentarze (8) »
wtorek, 22 grudnia 2009
Wieczór wigilijny
To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.

To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.

Przy wigilijnym stole
łamiąc opłatek święty,
pomnijcie, że dzień ten radosny
w miłości jest poczęty...
                                  L. Krzemieniecka

Może to nie jest najwybitniejszy wiersz o Bożym Narodzeniu, ale  tak ładnie oddaje przepiękną naiwność i czystość tego wieczoru. 
Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę właśnie takiego świątecznego nastroju, kiedy pod choinką znajdujemy nie tylko prezenty, ale te czyste i niewinne zachwyty, wrażliwość, radość. Życzę, by spełniło się w Waszym życiu całe dobro. By spotkało Was i by przez Was spotykało innych. Wszystkiego najlepszego!
20:27, baba1955
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 grudnia 2009
Mężczyzna idealny
Czytam "Politykę". Dosyć regularnie. W ostatnim świątecznym numerze znalazłam tekst pod tytułem "Mężczyzna idealny (w oczach kobiet)". Fajnie - pomyślałam sobie - mamy temat na rozmówkę na najbliższą godzinę wychowawczą. Przeczytamy artykuł, w którym na pewno będzie napisane, że ten ideał musi być opiekuńczy, mądry, kulturalny (tu oczywiście komentarz, że nie wypada z błędami  tych listów choćby elektronicznych pisać, jakąś książkę trzeba od czasu do czasu przeczytać, nie omijać szerokim łukiem kin i teatrów, na dyskotece świat się nie kończy itd, itp, takie pedagogiczne ględzenie, które każdy z Was zna). Kupiłam tę "Politykę" w drodze do szkoły i jakoś nie zapalił mi ostrzegawczego światełka ten nawias w tytule. A powinien! Ale Bóg czuwał. W pokoju nauczycielskim było pusto, do dzwonka chwila, więc zerknęłam na ten artykuł. I co się okazało? Idealny mężczyzna przede wszystkim musi być zadbany, proporcjonalnie zbudowany, umięśniony, modnie ubrany, ogolony i opalony. Ideał musi być zamożny, a większość swoich dochodów powinien wydawać na swoją kobietę. Powinien być najlepiej biznesmenem, ale znajdować czas na prace domowe, resztę czasu ideał spędza przed telewizorem, pijąc wódkę z kolegami (umiarkowanie). Prawdziwy mężczyzna nie czyta, nie chodzi do kina, ani do teatru. Szerokim łukiem omija wystawy i koncerty. No i idealny mężczyzna nie może być za mądry. Kobiety mówiły, że kojarzy się im to z kujonem, oderwaniem od życia, że ciągłe zastanawianie się nad czymś i myślenie jest nienormalne, za mądry facet jest nudny. A co z uczciwością ideału? Idealnie jest, jeśli jej nie ma, bo przecież, jak już ideał prowadzi tę firmę (przypominam - jest biznesmenem), to musi oszukiwać klientów i pracowników, żeby wyjść na swoje, jeśli ma jakiś określony cel, to musi kłamać, żeby go osiągnąć.
Artykuł nie stał się zaczątkiem dyskusji. Moi uczniowie, nie byliby w stanie podejść do niego krytycznie. Znaleźliby tylko potwierdzenie swoich wyobrażeń o życiu.
A ja jakaś chyba mało kobieca jestem, bo mnie ten idealny mężczyzna wcale by nie pociągał.
20:59, baba1955
Link Komentarze (6) »
niedziela, 13 grudnia 2009
Gdzieś tam we mnie
Gdzieś tam we mnie siedzi potwór. Ja - osoba zdyscyplinowana, obowiązkowa, pełnych dobrych chęci - powiadam sobie "A teraz zabierzemy się, kochanie, za świąteczne porządki". Tak do siebie przemawiam, święcie wierząc, że jeśli zaakceptuję siebie, to łatwiej mi będzie zaakceptować różne rzeczy na tym świecie na przykład mycie lodówki. "Na początek weźmy się za tę lodówkę, bo to, jak wiadomo, praca niespecjalnie przyjemna, ale szybciutko ją zrobimy i będziemy miały z głowy". Tak przemawiam słodko i zachęcająco do siebie i siedzącego we mnie potwora, mając nadzieję, że nie będzie mi utrudniał życia zmniejszaniem motywacji do roboty. Nic z tego, bowiem potwór powiedział "bleeeee" i na dodatek potwornie się wykrzywił. "Nie damy się potworowi" powiedziałam do siebie i wszystkich pozytywności, które chyba akurat we mnie drzemały i dzielnie otworzyłam drzwiczki lodówki. Potwór zerknął do niej krzywym okiem i próbował swoich sztuczek "Nie za wcześnie się do tego bierzesz?, do świąt tu narośnie znowu kupka podeschniętych serów, prawie pustych pojemniczków po czymś tam, napoczętych past i bo ja wiem czego". Nie dałam się! Miska z wodą już jest, wystawiamy wszystko! Potwora aż skręciło, ale wobec mojego uporu był bezsilny. "Fuj" mruknął tylko na lekko oślizłą wędlinkę, "paskudztwo" na resztki makrelki wędzonej, prawie do końca obskubanej przez męża i pozostawionej na talerzyku. Naprychał się, zobaczywszy resztkę dżemu i słoik z majonezem z lekka podejrzanej świeżości. "No widzisz, potrzebne to było" próbuję zatriumfować nad potworem. "Spokojnie poczekałoby jeszcze parę dni". "Ale od czegoś trzeba zacząć" tłumaczę. No dobra, mimo narzekań, jęczenia, skończyłam. "Teraz już będzie lepiej -  mówię do potwora - porządkowanie szafek nie wzbudzało w tobie zwykle takiej niechęci". "Nie za dużo ode mnie wymagasz?, tak jednego dnia?, nie możesz tego dawkować subtelniej?, daj mi czas na rozkręcenie się!!" Widzę, że nie żarty, leniwy potwór rozszalał się na dobre. "Koniec tego! Sziedź cicho!" warknęłam potworowi wewnętrznie i zabrałam się za machanie ścierkami. Tak zastał mnie mąż. Rzucił kontrolnie okiem w moją stronę i spytał "Coś ty taka zła?". "Idź, nie kręć mi się tu" powiedziałam z lekka podniesionym głosem. No bo jak mu powiedzieć, że nie jestem takim świętym monolitem, za jakiego powinien mnie uważać?
16:56, baba1955
Link Komentarze (5) »
sobota, 05 grudnia 2009
Przedwczesny pogrzeb
Zdaję sobie sprawę, że notkę zatytułowałam w sposób makabryczny, co może co wrażliwsze dusze zniechęcić do czytania tejże. Ale na wstępie spieszę donieść, że całość będzie miała wydźwięk optymistyczny, choć niekoniecznie dla mnie. A było to tak. Kiedy moje ukochane dziecko dowiedziało się  o akcji Biblioteki Uniwersyteckiej pod tytułem "Przygarnij książkę" pomyślało sobie, że jest to doskonały pomysł, aby zrobić rodzicielce prezent ze smutnej bardzo okazji dopisania sobie kolejnego roku w rubryce pod tytułem wiek. Rodzicielka czyli ja, dosłownie zwariowała z radości i przez  całe dwa dni chodziła rozmyślając, jak to będzie grzebała wśród stosów książek. Pomysł bowiem był prościutki. BUW udostępniał kilka sal, w których miały być wyłożone książki, których ktoś chciał się pozbyć, a nie bardzo wiedział, jak to zrobić, bo przecież nie wyrzuci ich na śmietnik. Kto chce, może zapłacić 30 zł za wejściówkę i zabrać tyle książek, ile zechce. Akcja ma trwać do świąt. Pojechałyśmy więc do BUWu trzeciego dnia trwania akcji. Dopytując się przeróżnych osób (bo drogowskazów żadnych nie było), dotarłyśmy do katakumb czyli podziemi i stanęłyśmy przed ogromną klepsydrą z napisem "Cmentarzysko książek". Drzwi za klepsydrą były zamknięte. Pracujący za nimi panowie poinformowali nas, że wszystkie książki zostały już przez chętnych przygarnięte. Teraz trwa rozpakowywanie następnej partii i panowie zaprosili nas grzecznie na poniedziałek.   Cmentarzysko okazało się dla książek tylko wrotami do nowego pożytecznego życia. A powodzenie akcji dowodzi wydatnie, że książka jeszcze nie umarła, a jej kondycja jest zadziwiająco dobra. Tylko ja nie pobrodzę sobie po tym książkowym Sezamie, bo na następną wyprawę do Warszawy nie mam niestety czasu.  
19:04, baba1955
Link Komentarze (7) »
czwartek, 19 listopada 2009
Biblioteka
Zauroczył mnie pomysł, na który wpadły władze Łodzi o nazwie Biblioteka 5 in Lodz. Do kilku tysięcy znanych ludzi w Polsce i na świecie wysłano listy z prośbą, by przekazali pięć książek, które odegrały istotną rolę w ich życiu. I nie mają być to książki dopiero co kupione w księgarni, ale takie zaczytane, może z notatkami, czy podkreśleniami. Noszące na sobie piętno właściciela. Ten zbiór książek nie miałby być typową biblioteką. Każda z książek zamknięta byłaby w przezroczystym pudełku i zaopatrzona w karteczkę z danymi właściciela. A całość przypominałaby artystyczną instalację.   Dlaczego mnie ten pomysł zauroczył? Ano dlatego, że ktoś się do instytucji książki odniósł z należytym szacunkiem. Ktoś chce pokazać, że pełniła istotną rolę w życiu osób, które szanujemy. Ktoś chce pokazać, że należy dbać o godność książki, która zwykłym przedmiotem nie jest. Jest czyś takim, jak chleb, którego nie wypada marnotrawić, czy wyrzucać. Jest symbolem pewnych wartości i dlatego brak szacunku okazywany jej, jest brakim szacunku dla tych wartości. A jak wygląda publiczny żywot książki w prowincjonalnym miasteczku?
Wejdżmy do księgarni. Rozbudowany dział z zabawkami, artykułami papierniczymi. Po drugiej stroni półka z książkami. Niestety prawie same podręczniki i książki, które ja nazywam okołoszkolnymi. Z boku jedna półeczka z całą resztą książek. A więc przepisy kulinarne, poradniki, trochę książek dla dzieci i młodzieży, parę tytułow modnych w tej chwili babskiej literatury i od czasu do czasu coś innego. Czy właścicielka księgarni jest osobą nie nadającą się do niczego?
Ależ skąd!! Ona tylko musi w swoim interesie wyjść na swoje. Czyli na półkach są tylko takie książki, które mają szannsę znaleźć nabywców.
Wejdźmy w takim razie do gminnej biblioteki. Cóż widzimy? Wytarte linoleum, półki pamiętające dobre lata gomółkowskie, książki obłożone w szary najtańszy papier.
W centralnym punkcie maleńka półeczka z napisem "Nowosci". i na niej z roku na rok coraz krótszy rządek książek.
Często słychać, że książka jako przedmiot kończy swój żywot. Ale nawet jeśli tak jest, to powinna go kończyć w sposób godny, otoczona szacunkiem i uwagą. I dlatego cieszę się, żę oprócz biedniusieńkiej biblioteki, w której stare książki odziane w szare papierowe sukienki przypominają mi spracowane chabety, których właściciel się bez sentymentu pozbędzie, kiedy już nie będą mogły pracować (czyli odda na makulaturę), powstanie instytucja uosabiająca szacunek należny książce. Bo książka nie jest tylko zwykłym przedmiotem. Ona ma swoją godność, którą trzeba szanować.
20:18, baba1955
Link Komentarze (7) »
czwartek, 12 listopada 2009
Wolność
O czymże dumać w Święto Ńiepodległości?
Oczywiście o wolności - najlepiej mojej osobistej. Postanowiłam uczcić je zamanifestowaniem, że jestem kobietą wolną i niezależną. Manifestowanie miało polegać po pierwsze na tym, że do południa pozwalam sobie na czytanie w łóżku książeczki (Karol Bunsch o Kazimierzu Odnowicielu). No i owego po pierwsze nie udało mi się zrealizować, nic nie mówiąc już o reszcie planów (które i tak miały bardzo mglistą postać). Była godzina dobrze po ósmej (a więc do południa jeszcze bardzo daleko), kiedy stanowczym krokiem weszła do mojej sypialni ukochana Gajeńka i powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu "miau". Poczucie obowiązku natychmiast wykopało mnie z pieleszy i pognałam dać kotu jeść. Przy okazji poczęstowałam też śniadankiem psa, bo mąż sobie sam wziął, co widać było wyraźnie, więc mimochodem odstawiłam małe sprzątanko w kuchni. Jak już tam byłam, to zniewolona odwiecznym przyzwyczajeniem, zabralam się za obiadek. Jakoś w międzyczasie poczucie odpowiedzialności gnało mnie w różne miejsca, kazało sprawdzić klasówki, obejrzeć repertuar teatrów, by coś zaproponować moim uczniom itd. I widać było wczoraj wyraźnie, że moja wolność  na pewno nie polega na tym, że mogę robić, co chcę. Choć wcale nie wiem, czy byłabym szczęśliwa bez tych moich rozlicznych powinności. Za to wiem, że do szczęścia potrzebne mi jest poczucie bycia potrzebną. Trzeba by się zastanowić tylko, co w moim wypadku to słowo wolność znaczy. 
18:14, baba1955
Link Komentarze (5) »
środa, 04 listopada 2009
Odwieczna wojna
Co by tu nie mówić o powołaniu, szacunku do ucznia, traktowaniu go podmiotowo (oj, jak ja nie lubię tego napuszonego, naukowego terminu oznaczającego po prostu  zwykłe ludzkie traktowanie się na wzajem), to prawda jest taka, że nauczyciele z uczniami i uczniowie z nauczycielami wiodą odwieczną wojnę. Nauczyciel twierdzi - nie bez racji, że młode umysły trzeba umeblować wiadomościami potrzebnymi, ideami pięknymi i im więcej ich jest, tym lepiej. Uczniowie zaś bronią się (niestety coraz skuteczniej), w myśl hasła takich tuzów naszej kultury, jak Kazimierz Grzesiuk, że od nauki to tylko zwaryjować można. Walka ta przebiega na różnych płaszczyznach i z wykorzystaniem niezwykle różnorodnego uzbrojenia. Podstawą uzbrojenia jest oczywiście internet, bez którego uczniom trudno jest sobie wyobrazić odparcie takiego ataku nauczycielskiego, jak proste domowe wypracowanie. Nauczyciele dzielnie odpowiadają sprawdzaniem w tymże internecie, czy pracowicie napisane wypracowanie nie ma przypadkiem swojego odpowiednika na którejś z powszechnie znanych stron, opatrzonych przewrotnie hasłami, że wszelkie prawa są zastrzeżone.  Mówię przewrotnie, bo nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby się podpisać swoim imieniem i nazwiskiem pod pracami tam publikowanymi. Niestety, aż dwóch moich uczniów to zrobiło, mimo tego, że wiedzą, że też potrafię tam zajrzeć i oceniam to bardzo negatywnie. Widać przy zdrowych zmysłach nie są. Dziś także szperałam po znakomitych stronach www.sciaga.pl i innych w poszukiwaniu streszczenia "Kordiana" Juliusza Słowackiego. I przyznam się, że czuję się mocno zniesmaczona. Takie strony to oszustwo podwójne. Po pierwsze najczęściej wykorzystywane są przez tych, którym nie chce się samodzielnie przeczytać utworu. Po drugie  skrótowość zabija tam sens. Niektóre akty dramatu streszczone są w DWÓCH ZDANIACH. Łatwo sobie wyobrazić, co z tego zostanie w głowie ucznia. Więc jeśli ktoś myśli, że za pomocą takiego streszczenie zdoła wmówić nauczycielowi, iż przeczytał lekturę, to sam został oszukany przez autorów takich stron. Internet jest jak miecz w tej wojnie, bo kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Obawiam się, że tak będzie jutro po kartkóweczce ze znajomości treści "Kordiana". 
19:33, baba1955
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21